Wywiady

Retro romans

Planując spotkanie z Natalią, byłam niesamowicie podekscytowana, w końcu między innymi, jej kreacja reprezentowała Polskę na światowych czerwonych dywanach!
Wierzcie lub nie, ale trema, stres…to chyba mało by opisać emocje towarzyszące mi przed naszym spotkaniem.

Mam słabość do retro, absolutnie od zawsze. Piękne kobiety, szarmanccy mężczyźni. Magiczne filmowe kadry, unikalne dźwięki – to zdecydowanie mój klimat.
Dlatego z ogromną przyjemnością zapraszam na spotkanie z niezwykłą marką Horror!Horror!, która mam nadzieję zaszczepi w Was ducha minionych lat.

 

W Waszych projektach czuć ducha lat 60 oraz design retro. Skąd miłość do tego okresu?

W estetyce i  projektach Horror!Horror! przejawia się tęsknota za tym, co było. Wspomniany przez Ciebie okres kojarzy mi się  autentycznością, zbliżającym się końcem epoki rzemieślnictwa, produkcji na małą i średnią skalę. Tamte ubrania nie mają nic wspólnego ze współczesnym fast food’em odzieżowym, który po kilku miesiącach noszenia właściwie nadaje się do wyrzucenia. Tworząc kolekcje nawiązuję do starych, zapomnianych już wzorców – moje ubrania powstają z wielka miłością, zaangażowaniem, pietyzmem,  te rzeczy nie powstają na jeden sezon. Może to śmieszne, ale czasami poszukiwania odpowiednich guzików zajmują mi tydzień, czy dwa. (śmiech)

W Polsce rynek mody vintage kuleje ze względu na nasze uwarunkowania historyczne, jednak w Nowym Yorku czy Londynie, w sklepach z ubraniami vintage, można znaleźć doskonale zachowane sztuki odzieży nawet z dwudziestolecia XX wieku. Te ubrania nadal są w świetnym stanie, widać jakość ich wykonania – one ciągle żyją. Chciałabym żeby moje ubrania też takie były, żeby można było do nich wrócić, żeby były ponadczasowe.  Lata 50 – 60 to okres w modzie, który wg mnie, wspaniale eksponuje kobiecość, jest niezwykle elegancki a jednocześnie użytkowy. Mam nadzieję, że w moich ubraniach czuć tego ducha, ale nie dosłowność odniesień.

fot. Mateusz Nasternak
fot. Mateusz Nasternak

Polskie wzornictwo oraz design lat 60 jest bardzo charakterystyczny. Czy zauważasz jakieś różnice, a może podobieństwa, pomiędzy ówczesnym wzornictwem a współczesnym?

Na pewno to, co zauważam, to bardzo silny trend renowacji mebli z tego okresu i powrót do łask tego wzornictwa. To fajne, że zapomniany przez wiele lat i tak chętnie zastępowany przez współczesne  znamiona luksusu i dobrego smaku,  prlowski design, okazuje się być ponadczasowy i ciągle zdatny do użytku.  Jeżeli chodzi o współczesną modę polską, to raczej trudno mi znaleźć takie oczywiste nawiązania.  Chyba bardziej widać je w tworzonej współcześnie ceramice, czy meblach.

Na Waszym Instagramie, znalazłam bardzo fajne zdjęcie obrazu  Olgi Boznańskiej „Śpiący pies”. Czy uważasz, że malarstwo, w ogóle sztuka mają swoje odzwierciedlenie w dzisiejszej modzie?

To akurat przypadek. Malarstwo Boznańskiej jest mi bliskie, jednak tego konkretnego obrazu ze śpiącym psem wcześniej nie znałam. Po debiucie haftów z moją bigielką Lubą, zobaczyłam obraz Boznańskiej i uśmiechnęłam się do siebie, że na przestrzeni ponad wieku bardzo podobny motyw nadal zachwyca i inspiruje. Ja w tym obrazie widzę miłość, tkliwość. Na naszych bluzach Luba też została przedstawiona w taki ciepły, słodki sposób. Autorką projektów z Lubą jest Ola Ożarowska, która z wielką wrażliwością i wyczuciem zaprojektowała grafiki, na podstawie, których powstały hafty.
Nawiązania do sztuki w modzie są trendem, który funkcjonuje od lat. Wystarczy wspomnieć kolekcję Mondrian firmowaną przez YSL w drugiej połowie lat sześćdziesiątych. Czy bardziej współcześnie, inspirowaną mozaikami z Monreale kolekcję Dolce & Gabbana. Nasza zimowa kampania wizerunkowa nawiązuje do malarstwa Vermeera. Kolorystyka, światło, kompozycja  powodują, że sesja jest niezwykle plastyczna i malarska. Powiedziałabym, że wręcz ryzykowna z komercyjnego punktu widzenia J

Moda, malarstwo czy inne dziedziny sztuki są dla siebie wzajemną inspiracją, odzwierciedlają ducha czasu, w którym powstają. To zjawisko naturalne i łatwo obserwowalne. Odwołania historyczne pokazują, że jako projektanci chętnie wracamy do tego co było, szukamy inspiracji w zapomnianej symbolice, w estetyce, która przeminęła, ale ciągle jest dla nas wartościowa i nośna.

fot. Mateusz Nasternak
fot. Mateusz Nasternak

A sama moda może pretendować do miana sztuki Twoim zdaniem?

To pytanie o kondycję mody. Moda jest dziedziną sztuki użytkowej, chociaż czasem wychodzi poza jej ramy. Ciągle kultywujemy Wielkie Krawiectwo, czyli najwyższą formę sztuki krawieckiej – niezwykle pracochłonnej i kosztownej, wykonywanej całkowicie ręcznie, z wysmakowanych materiałów i dodatków, które powodują zawrót głowy. Pytanie, czy ten odłam mody jest dziś rzeczywiście liczącą się jej częścią, czy wywołuje prawdziwe emocje?  Dziś na rynku  brakuje mi wielkich kreatorów, wizjonerów, którzy rewolucjonizują rynek mody, są dla kobiet wyroczniami i bohaterami, ekscentrykami przekonanymi o własnym geniuszu. Zastąpili ich sprawni biznesmeni i marketingowcy, zdolni szefowie kreatywni z zastępem asystentów, którzy muszą podporządkować się oczekiwaniom rynku i inwestorów. Współczesna moda jest podporządkowana biznesowi, jest potwornie skomercjonalizowana, masowa, z presją na tzw. fast fashion, kolekcje pomiędzy sezonami. Te tendencje wykreowały sieci, ale wielkie domy mody zdają się im niestety ulegać.  Ten klimat nie sprzyja twórcom i sztuce, wszystko dzieje się bardzo szybko, trudno nadążyć za trendami, trudno mówić o jakichś uniwersalnych wartościach w modzie. Mówiąc o sztuce myślimy o wolności, dziełu, które powstaje z potrzeby twórcy, jego pasji i talentu. Sztuki w modzie poszukiwałabym dziś chyba w bardziej niszowych, niezależnych projektach.

12359962_924517770967654_3011416000150443489_n
fot. Mateusz Nasternak

No właśnie, porozmawiajmy o zalewie ubrań, który obserwujemy. Czy jest ucieczka przed fast fashion?

Filozofia mojej marki, jest filozofią antykonsumpcyjną. Chcę pokazać, że nie ma potrzeby wymiany garderoby co sezon oraz ciągłej pogoni za nowościami. Uważam, że nie powinnyśmy dać się zwariować, ponieważ to do niczego nie prowadzi.  Szybkie trendy służą do nabijania kieszeni korporacji, nie są niczym wartościowym, o co warto byłoby zabiegać.
Osobiście ubolewam, że przemysł modowy oraz w ogóle wytwórstwo, to dziedziny, który opierają się na marnotrawstwie. Kupując w sieciówce, warto mieć świadomość, że dana rzecz już na etapie projektu,  została stworzona jako śmieć. To nie jest ubranie, które ma mieć życie – ono zostanie uprane kilkakrotnie i straci swoje walory. Ten mechanizm sprawia, że wkrótce kupujemy kolejną rzecz o równie niskiej jakości i wpadamy w błędne koło. Może warto wyjść poza ten schemat, poczuć siłę swoich decyzji konsumenckich i skierować uwagę i pieniądze na coś co jest naprawdę wartościowe?

Bardzo cieszy mnie coraz większe zainteresowanie modą autorską, profesjonalizacja tego rynku, marki które świadomie budują swoją tożsamość, komunikują swoją filozofię i zabiegają o klienta, nie kolejną przeceną, a jakością i wyjątkowością produktu. To chyba jedyna sensowna droga, ewolucja która zmienia naszą świadomość, wartościowanie dóbr, które są nam oferowane, pozwala spojrzeć na produkt w szerszym kontekście.

fot. Mateusz Nasternak
fot. Mateusz Nasternak

Na szczęście zaczyna się edukacja dotycząca jakości, świadomości.

Tak i jest to bardzo ważne. Nawet z ekonomicznego punktu widzenia. Lepiej kupić w nieco wyższej, ale dalej rozsądnej cenie rzecz, która będzie nam służyć lata, niż „jednorazówkę”.
Troszczymy się o środowisko, ale nasze siły i środki angażujemy w produkcję śmieci. Tu nie chodzi tylko o ubrania, wszystko co kupujemy w ogromnych sieciach handlowych, nie jest produkowane z myślą o przydatności, tylko po to by było jak najtańsze. Edukacja jest bardzo ważna, aby decyzja zakupowa nie była jedynie wydaniem pieniędzy. Chodzi o świadomość, że to niesie za sobą kolejne konsekwencje. Wysoka jakość wyrobów, lokalna produkcja, warunki w jakich powstają nasze ubrania, stosunek ceny detalicznej do kosztów produkcji to według mnie niezwykle istotne kwestie, które powinniśmy brać pod uwagę dokonując zakupów.

Ciekawi mnie w jaki sposób wybraliście ambasadorkę marki?

Agatę Trzebuchowską poznałam we wrześniu 2014 roku, podczas sesji okładkowej do magazynu Art&Business. Agacie spodobały się ubrania Horror!Horror!, które przywiozłam na zdjęcia i  wszystko co nastąpiło później potoczyło się zupełnie naturalnie. „Ida” dostała nominację do Złotych Globów, więc  Agata potrzebowała sukienki na ceremonię. Tak powstała nasza mała czarna z odkrytymi plecami. Sytuacja z Galą Oscarową wyglądała podobnie, tym razem postawiłyśmy na nasycony granat i długość maxi.  Agata jest młodą kobietą, która ma w sobie niezwykłą grację i elegancję, osadzone w retro klimacie. Ona nie jest do końca współczesną dziewczyną. W ubraniach Horror!Horror!, które nosi też prywatnie, zawsze wygląda bardzo dobrze, jest w nich naturalna, niewymuszona – te rzeczy do niej po prostu pasują. Konsekwencją tego „dopasowania” były kolejne sesje wizerunkowe z udziałem Agaty. Wiosenno-letnia w ogrodzie z basenem, w klimacie hollywoodzkiego glamour, i wspomniana już sesja Jesień-Zima w mazurskiej rezydencji państwa Mielżyńskich. Autorem zdjęć do obu kampanii jest niesamowity Mateusz Nasternak. Rewelacyjni ludzie, którzy pracowali przy obu sesjach pozwolili pokazać Agatę w zupełnie nowym świetle, jej transformacja była niesamowita i zaskakująca dla ludzi, którzy znali ją przecież jedynie z roli Idy.

fot. Mateusz Nasternak
fot. Mateusz Nasternak

A same Oscary, dla projektanta to musi być niesamowite uczucie.

To są gigantyczne emocje, realizacja marzeń. To wszystko brzmi trochę jak bajka, ponieważ mam świadomość, że jestem marką zdecydowanie niszową….

Zaskoczyliście nie jednego projektanta w Polsce…

Myślę, że tak (śmiech).
To było niesamowite, nigdy bym nie pomyślała , że aktorka w mojej sukience, przejdzie po czerwonym dywanie na najważniejszych imprezach filmowych świata. To jest ogromna radość, wręcz euforia, ale również stres i ciężka praca.
Dla mojej marki Oscary były, rodzajem wytrycha, po prostu nie można było o nas milczeć J. Nasza branża modowa widoczna w mediach jest dosyć hermetyczna, bazuje na bezpiecznym, sprawdzonym gronie.  Oscary sprawiły, że nazwa Horror!Horror!, pojawiła się dosłownie wszędzie, włączając w to główne serwisy informacyjne. To było naprawdę bardzo fajne i wartościowe wydarzenie i bardzo ważny moment dla marki.

fot. Mateusz Nasternak
fot. Mateusz Nasternak

Pracujesz też jako stylistka, jak oceniasz w związku z tym edukacje wizualną w Polsce.

Wydaje mi się, że w tym zakresie ciągle rozwijamy się jako społeczeństwo. Relatywnie łatwo wcisnąć nam estetykę, która nie jest zbyt udana, bywa tandetna, kiczowata, często łopatologiczna.  To na pewno w dużej mierze konsekwencja tego, że większość Polaków ma kompletnie inne kłopoty na głowie, nie zwracamy więc tak wielkiej uwagi na kwestie związane z estetyką.

Jednak to, co mnie napawa optymizmem, to fakt, że poza głównym nurtem pojawiają się wartościowe, autorskie inicjatywy. Niezależni twórcy, pokazują że potrafimy robić rzeczy na światowym poziomie, inteligentnie pokazując swój świat. Bardzo ważna jest tu wolność twórcza, entuzjazm, pomysł. Paradoksalnie nie budżet, który w przypadku produkcji komercyjnych powinien być gwarantem jakości, a często paradoksalnie nie jest.

Czego mogę życzy osobie, która ma swoim koncie Oscary i konsekwentnie buduje swoją markę?

Bardzo chciałabym móc sobie pozwolić na realizowanie w pełni autorskich kolekcji. Chciałabym móc pracować na swoich tkaninach, dodatkach, nie czuć ograniczeń. Marzy mi się ta swoboda. (śmiech)

Więcej znajdziecie na:

www.horrorhorror.pl
https://www.facebook.com/HorrorHorror/

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *