Wywiady

Niebezpieczne związki

Nie ukrywam, że bałam się tego spotkania – Co powie? Jaki jest?
Projekty, które stworzył zachwycały mnie nie tylko kunsztem wykonania, ale również historią, która za nimi stoi. Miłośnik czerni, która stała się jego znakiem rozpoznawczym.
Dzięki tej rozmowie, nic nie jest już po prostu czarne.

Zapraszam Was na rozmowę z niezwykłym estetą, Serafinem Andrzejakiem.

Jak się czujesz jako projektant, który brał udział w programie Project Runway. Czy nadal jesteś kojarzony z tym formatem?

Zacznę od końca.  Myślę, że już mało kto mnie z niego pamięta, taki urok telewizji.  Szybko się pojawiasz, szybko znikasz, a jeszcze szybciej zastępują Cię inni. Nie byłem osobą na tyle wyraźną aby zapaść w pamięci telewidzów , jednak uważam, że kto chciał to zwrócił na mnie uwagę.
Nie zapominajmy, że  był to format rozrywkowy, który potrzebował osobowości , dla mnie była to tylko przygoda.

Jest to według Ciebie program modowy czy reality show?

Trudno mówić o tym programie w  rozumieniu high fashion, mając faktycznie osiem godzin na zrealizowanie danego projektu. Pomimo magii telewizji, czas na wykonanie zadań, był jak najbardziej realny.  Nie było tu cięć, tylko nasza faktyczna ciężka praca. Nie mieliśmy czasu, by odejść od pracy, przemyśleć projekt, zastanowić się czy dane rozwiązanie jest faktycznie najlepsze. Padało zadanie – robisz.

Wielu porównuje wersje Polską do wersji zza oceanu i wypadamy na tym tle słabo.
Pamiętajmy jednak o tym, że jesteśmy zupełnie różnymi kulturami. W Stanach jest kompletnie inne podejście, ludzie są otwarci na modę, kreację.
Sądzę, że Polacy nie są jeszcze gotowi na program poświęcony w pełni modzie. To ciężki temat do dyskusji, bo mówimy nie tylko o modzie, ale szerszym problemie dotyczącym ogólnie pojętego wzornictwa.
Uważam, że Project Runway to program rozrywkowy z modą w tle. Nie oszukujmy się, przeciętny odbiorca, nie ma ochoty oglądać jak grupa ludzi, siedzi i szyje- to jest po prostu nudne. W takich programach musi się coś dziać, muszą być momenty, które przykują uwagę widza. Potrzeba emocji.

fot. P. Porębski
fot. Piotr Porębski

Uważasz, że program był potrzebny?

Mi czy w ogóle? Fajne, że pokazujemy Polakom, że zawód projektanta jest i funkcjonuje. Świetnie, że  polska moda chce się rozwijać i coraz więcej ludzi się tym interesuje. Należy jednak pamiętać, że jest to naprawdę trudny zawód, który nie wygląda tak różowo jak mogłoby się wydawać, czy jak opisują to projektanci-celebryci na swoich instagramowych kontach. Nie umiem odpowiedzieć jednoznacznie. Jeżeli pytasz czy był potrzebny mi, myślę że jako nowe doświadczenie bardzo się przydał.  Nowe sytuacje, nowe doświadczenia, nowi ludzie wszystko jak najbardziej na plus.

Gdzie zaciera się granica, która przebiega pomiędzy kreacją, natchnieniem a biznesem?

Chyba nie można być jednocześnie twórcą i biznesmenem. To tak jak z dyrektorem kreatywnym – dyrektor nigdy nie będzie kreatywny, ze względu na tabelki z liczbami, a kreator nigdy nie będzie swobodnie pracował, kiedy nad głową wiszą obostrzenia finansowe.
Chyba, że mówimy o street fashion. Tu z założenia mamy styczność z analizą koloru, produktu, ceny. Wszystko podlega kalkulacji, ponieważ to ma się sprzedać i przynieść zysk.
W high fashion wygląda to zupełnie inaczej, tutaj szczególnie  liczy się Twoja kreatywność, czasem tworzy się kilka sampli, z których powstaje jeden produkt.
Pracownikom płaci się za 6 sztuk kiedy firma do sprzedaży wypuszcza jeden. Z punktu biznesowego, totalna klapa.
Dla mnie osobiście jest to trudne do pogodzenia. Ponieważ mając w głowie fajny projekt, muszę myśleć czy realizacja jego jakkolwiek jest dla mnie opłacalna.

fot. P. Porębski
fot. Piotr Porębski

Opowiedz mi proszę o swojej najnowszej kolekcji…

Hiszpania według Serafina (śmiech), to chyba najlepsze wytłumaczenie.

 Trudno było przełożyć ducha Hiszpanii na Twój design?

Myślę, że tak. Zawsze staram się podejmować tematy trudne, dalekie od mojej estetyki. Wyjątkiem może być jedynie moja poprzednia kolekcja nawiązująca do estetyki żydowskiej. Jeżeli mówimy o Hiszpanii, każdy od razu myśli czerwień, falbany, flamenco, corrida, barwne, zdobne stroje torreadorów – gdzie w tym wszystkim ja?

To jest właśnie to do czego dążę w swoich kolekcjach. Dokonuje na tyle dokładnego researchu podejmowanego tematu, zbadanie go na tyle dogłębnie, aby móc odnaleźć coś dla siebie. Ów coś staje się dla mnie punktem wyjścia, staje  się motywem przewodnim.

Sztampowe myślenie o temacie zawsze odpada na samym początku drogi.  W tym wypadku mówię o czerwieni. Nie mówię językiem przewodników, staram się odnaleźć swój własny język dzięki, któremu opowiadam  swoją własną historię.
Do powstania tej kolekcji, przysłużył się między innymi Joan Miró, z jego obrazów wyciągnąłem to, co mogłem wyciągnąć dla siebie czyli linię cięć czy ręcznie wykonane hafty, których motywy są zaczerpnięte bezpośrednio z prac Miró. Tak wygląda Hiszpania podana przeze mnie.
Jako projektant nie chce iść utartą ścieżką, ponieważ gdy będę miał taką potrzebę, zatrudnię się w korporacji. Chce się bawić, doświadczać i przede wszystkim uczyć. Ta kolekcja to pokazuje. Jest dla mnie kompletnie nowym doświadczeniem, nauką, badaniem kompletnie nowych rzeczy, co sprawiło mi ogromną radość.

Chyba o to w tym wszystkim chodzi?


Nie wiem, jest grono projektantów, które idzie utartymi ścieżkami, robiąc to co bezpiecznie, ponieważ wiedzą, że to się sprzeda.
Ja chciałem się pobawić. Dla mnie moment, w którym się zatrzymujemy i zaczynami tworzyć jedynie bezpieczne formy, oznacza pewnego rodzaju regres. Człowiek musi się rozwijać, doświadczać, temu też posłużyła moja nowa kolekcja.
Chciałem też, pokazać szerszej publiczności, że mogę stworzyć kompletnie nowe dla mnie formy i mam nadzieję, że zostanie to docenione. (śmiech)

fot. P. Porębski
fot. Piotr Porębski

Wyszedłeś poza swoje ramy.

Wszystkie ramy i bariery są tam, gdzie sami je postawimy. Chyba wystarczy, że otaczający nas świat buduje wokół nas mury. Powiedziałbym, że kolekcja jest inna i tyle.  Chociaż oczywiście kolekcja  jest czarna więc w temacie koloru tkanin trudno doszukiwać się nowości.

Czy kampania, która prezentuje Twoją kolekcję też powstała na zasadzie błysku?

Kampania jest pomysłem wybitnego polskiego fotografa Piotra Porębskiego.  Pozostawiłem mu wolną rękę, ponieważ ufam ludziom, z którymi pracuję. Jestem otwarty na pomysły. Zawsze dążę do tego żeby kampania była wynikiem wspólnej pracy już na poziomie pomysłu. Ja jestem projektantem, robię ubrania, fotograf jest specjalistą od zdjęć, stylista od tego żeby w poszczególne elementy ubioru ze sobą grały,  nikomu niczego nie narzucam, ja daje ubrania i to jest punkt wyjścia do stworzenia kolejnej historii przeniesionej na zdjecia.  Każda kampania jest inna. Zależy mi na tym aby powstałe zdjęcia mogły być odbierane jako rodzaj sztuki.

Kampania jest kontynuacją historii Twojej kolekcji, czy jest to kompletnie inna opowieść?

Bardzo ciężko na to odpowiedzieć, ponieważ bardzo trudno bezpośrednio odnieść się patrząc na zdjęcia do Hiszpanii. ! Tutaj znowu należy odrzucić schematy.  Te zdjęcia przepełnione są emocją, ruchem.
Dla mnie osobiście cała ta kolekcja włącznie z kampania jest pełna zaskoczeń. Bardzo się cieszę, że mam możliwość współpracy z tak twórczymi i kreatywnymi osobami.

Twój ulubiony ciuch z kolekcji to…

Każdy (śmiech), w końcu to moja kolekcja. Jeżeli miałbym wybierać jeden, myślę, że byłby to ciuch, który zrobiłem sam od rysunku po doszycie metki – marynarka z rękawami z cielaka, ona też jest mi najbliższa pod względem projektowym. Chociaż uwielbiam też sukienkę z jednym rękawem, ! z racji tkanin jakie połączyłem, jak i cięć, które tworzą na niej wzór. Jest jeszcze sukienka z jedną odkrytą piersią, w całości robiona ręcznie od tkaniny, po jej połączenie i nadanie ostatecznej formy. Także, wybacz, ale chyba nie potrafię wybrać jednej rzeczy, z każdej cieszę się jak dziecko.

fot. P. Porębski
fot. Piotr Porębski
fot. P. Porębski
fot. Piotr Porębski

Masz przed oczami kobiety dla których projektujesz?

Nie.  Projektuje tylko ubrania, nie jestem chirurgiem plastycznym.  Każda kobieta jest inna a moja wyobraźnia nie jest aż tak pojemna.  To Ty musisz sama zdecydować czy chcesz założyć coś ode mnie czy też nie.

Myślisz, że moda stanie w Polsce biznesem?

Mam taką nadzieję. Chociaż jest to długi proces, aby uświadomić ludzi, którzy się zajmują modą, że nie jest to tylko stanie na ściankach, ale biznes, którego celem jest zarabianie pieniędzy.  Bardzo się cieszę, że jest coraz więcej ludzi w moim wieku i młodszych, którzy chcą uprawiać ten zawód i podchodzą do tego na poważnie.

Guru modowe, masz?

Hmm… Kocham Galliano – ale jego albo się kocha, albo nienawidzi. Uwielbiam obserwować japońskich dekonstruktywistów. To co się dzieje w domu mody Dior przez ostatnie lata zmian głównych projektantów, Alessandro Michele dla Gucci, Iris van Harpen i jej formy ubioru z drukarki 3D. Mógłbym tak jeszcze wyrzucać to co mi w głowie siedzi. Staram się obserwować twórczość wielu projektantów. Chociaż są dwie szkoły. Pierwsza, żeby nie patrzeć, nie podglądać bo gdzieś w głowie zawsze coś zostaje co przemycamy do własnych kolekcji. Druga, mieć oczy zawsze otwarte, patrzeć co inni proponują, jak to robią, z jakich technik korzystają, jakie cięcia wprowadzają. Masz wtedy świetny materiał do swojej intymnej burzy mózgu.

 

Chcecie więcej?

https://www.facebook.com/serafinandrzejak/
http://www.serafinandrzejak.com

 

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *