Wywiady

Jedno słowo – KOHA

O sobie mówią wprost –  Tytułowa kohabitacja to nasza rzeczywistość. To życie na kocią łapę i wspólne wychowywanie dwóch pyskatych czworonogów.
Każdy projekt okupiony jest soczystym słownictwem niczym z podwórka i dużą dozą niepewności, co z niego wyjdzie.
To co mnie ujęło w tym niezwykle sympatycznym duecie to przede wszystkim szczerość oraz prawda, którą przemycają w swoich projektach.
Zapraszam Was na spotkanie z KOHA!

KOHA – jak to się zaczęło?

Wawrzyniec: Nazwa naszej marki, pochodzi od słowa kohabitacja. Słowo to idealnie określa nasze życie.
Krzysztof: Kohabitacja, nawiązuje również do jednej z piosenek Marii Peszek, w której śpiewa, że ładne słowa to… i tu pada miedzy innymi kohabitacja.
W: Zależało nam na tym, aby nazwa nie była dosłowna, aby zaciekawiała. Wielokrotnie spotykamy się z pytaniem dotyczącym naszej nazwy. Często pada skojarzenie, ze KOHA jest pochodną od czasownika kochać. To bardzo ciekawe.

Następnym krokiem było logo. Projekt powstał dosyć szybko, zależało nam na połączeniu szycia i robienia na drutach. Stąd też pomysł na logo, które odzwierciedla nasz podział ról. Jeden z nas szyje, drugi dzierga.
Nasza przyjaciółka Marianna, zaprojektowała nam logo w pełni profesjonalnie. Co ciekawe zajęło nam to jeden wspólny wieczór – choć proces tworzenia logo bywa procesem długotrwałym. Jako anegdotę możemy powiedzieć, że przebieg tworzenia logo wyglądał dosyć ciekawie, ponieważ siedzieliśmy z Marianną na Skypie – jednocześnie ja szyłem, Krzysztof robił na drutach, Marianna wygładzała naszą wizję .
Na dzień dzisiejszy, jesteśmy na etapie wypracowania własnego systemu promocji oraz publikacji materiałów dotyczących naszej marki. Uczymy się cierpliwości oraz tego, ze nie możemy zrobić wszystkiego od razu. Mamy w głowie wiele pomysłów, które chcemy wcielić w życie i jesteśmy pewni, że z czasem uda nam się je zrealizować.

fot. Krzysztof Zawadzki
fot. Krzysztof Zawadzki

Wasz projekt powstał ponieważ chcieliście nauczyć się czegoś nowego. Dlaczego szycie? Dlaczego druty?

W: Krzysztof podsunął mi ten pomysł w momencie gdy dysponowałem większą ilością czasu. Zaproponował mi kurs szycia, który gdzieś tam mi uciekał. Odwlekałem tę decyzję, ponieważ nie mogłem znaleźć czegoś dla mnie. W końcu znalazłem kurs jednodniowy, w trakcie którego uszyłem coś na wzór pikowanej saszetki z wszytym zamkiem. Było to dla mnie zaskoczenie, że tak naprawdę przez 4 godziny udało mi się coś stworzyć, biorąc pod uwagę, że nigdy wcześniej nie miałem styczności z szyciem.
To uruchomiło pewnego rodzaju lawinę, zapisałem na kolejny kurs, kupiłem maszynę do szycia.

Zaczynając moja przygodę z szyciem, poznaliśmy realia dotyczącej polskiego runku tekstylnego oraz możliwości wyboru materiałów. W tym zakresie bardzo nam pomogła grupa WARSZAWA SZYJE, która zrzesza wszystkie osoby szyjące w Warszawie. W momencie gdy znaleźliśmy odpowiedni materiał, postawiłem uszyć pierwszy kapturoszalik.
Warto zauważyć, że samo szycie to 30% pracy. Proces rysowania, wykrajania, zaplanowania, to o wiele bardziej skomplikowany proces niż mogłoby się wydawać. Tak naprawdę samego szycia w szyciu jest niewiele.
Metodą prób i błędów, powstał pierwowzór kapturoszalik. Oczywiście to nie jest jednak tak, że osiągnęliśmy już idealny kształt naszego modelu, on cały czas ewoluuje, chociażby pod względem wykończenia, doboru materiału, podszewki.

Kolejnym czynnikiem, był fakt, że początkowo mieliśmy szyć dla siebie. Miały być to rzeczy proste, minimalistyczne w formie.

Co na to wpłynęło? Brak produktu czy chęć posiadania czegoś unikatowego?

K: Myślę, że każdy ma potrzebę posiadania czegoś wyjątkowego. Dodatkowo ciężko było nam znaleźć rzeczy, które podchodziłyby pod naszą estetykę. Zawodowo mam styczność z projektantami – stąd wiem, że fajnie mieć własną markę.

fot. Krzysztof Zawadzki
fot. Krzysztof Zawadzki

Wiem już skąd szycie, a druty?

K: Druty pozwalają mi się wyciszyć. Po opracowaniu wzoru, cała praca robi się sama. Dla mnie to chwile dla siebie, w trakcie, których mogę się zrelaksować.

Czy tutaj też, musiałeś opanować technikę?

K: Nadal mocno się uczę. Aktualnie skupiam się na akcesoriach, aby opanować wszystkie ściegi. Jednak w planach mam naukę „składania” swetrów. Sam proces stworzenia czapki, dopiero nie dawno zakończył się sukcesem. Powstało coś co wygląda jak czapka, służy jako czapka, jest ciepłe i z fajnej wełny. Największy problem z robieniem na drutach, to pracochłonność. Im cieńsza wełna tym większa ilość splotu.

Wyjście od akcesoriów to kwestia, braku chęci rzucania się na głęboką wodę?

K: Zależy nam, na tym aby jak najwięcej się nauczyć.

W: Nauka jest tu najważniejsza. Kapturoszalik wrzucony na Instragram, pokazał nam niszę i zapotrzebowanie na produkt. Po kolejnych pozytywnych opiniach, postanowiliśmy sprzedawać nasz produkt. Powstały nawet projekty unikatowe z wplecionymi sznurkami, więcej takich nie powstało.

 

A powstanie?

W: Na ten moment nie wiem, osobiście nie jestem fanem dodatkowych elementów. Jednak gdy znajdziemy jakiś fajny sznur, to kto wie. Działamy dopiero 1,5 miesiąca, tak więc wszystko przed nami…. ale możemy się pochwalić, że 40 czapek i szalikokapturów poszło w świat!

 

fot. Krzysztof Zawadzki
fot. Krzysztof Zawadzki

Jak udaje się Wam się to połączyć z pracą zawodową?

W: Jestem doradca zawodowym, z wykształcenia psychologiem. Mam nienormowane godziny pracy, co na pewno pomaga. Dodatkowo daje mi możliwość rozmyślania nad strategią marketingową, koncepcją zdjęć, poszukiwać dalszych inspiracji.
Nie wiem jak to się dalej rozwinie, jak dalej będę mógł to godzić z moją praca zawodową.
To jest też tak, że marka najwięcej czasu pochłaniała na początku teraz działa to już sprawniej. Nie zdarza mi się już prucie materiału czy przeszywanie – a to pochłania masę czasu.
Oczywiście bywa, że siedzimy do późna, aby rano wstać do pracy.

K: Tak, ale to jest inny rodzaj zmęczenia

W: Oraz inny rodzaj spędzania czasu, to nie jest przymus, tylko przyjemność.

Myślicie, że docelowo KOHA będzie waszym głównym zajęciem?

W: Ja bym nie chciał. Z resztą, to jest tak świeży pomysł, że nie rozmawialiśmy nawet o tym.

K: Nie ukrywam, że ja trochę się tego obawiam, gdzieś tam od tego uciekam, ale w pewnym momencie nadejdzie czas, w którym będziemy musieli podjąć decyzję co dalej.

Myślicie o przeniesieniu się do szwalni?

W: Na ten moment nie. Zależy nam na tym aby nasze produkty były wykonane własnoręcznie przez nas. Nie ukrywam, że chciałabym wprowadzić szycie prostych bluz, ponieważ na ryku ich brakuje – czarnych, granatowych, minimalistycznych bluz.
Zależy mi na prostej formie, dlatego doceniam projekty marki COS. Jednak te rzeczy są drogie.
W momencie gdy zaznajomiłem się z procesem produkcyjnym i znam te ceny, wiem że są wygórowane.

Za drogie w ogóle, czy za drogie na polskie realia?

K: Za drogie na polskie realia

W: Zgadzam się, ponieważ koszt takiej koszuli wynosi tyle, ile uszycie koszuli na miarę. Więc jeżeli koszt produktu z taśmy jest porównywalny z szyciem indywidualnym, to mamy rozjazd. Oczywiście, zdaje sobie sprawę, że tu dochodzi praca konstruktorów, jednak ja kupując taką rzecz, czuję się trochę oszukany. Sam docelowo chciałabym w przyszłości zacząć szyć koszule, ponieważ uważam, że nie ma nic lepszego niż idealna, biała męską koszula.

Czujecie się już projektantami?

K: Nie, absolutnie nie. Ja mam z tym słowem w ogóle problem.

W: Myślę, że mogę nazwać się rzemieślnikiem.

fot. Krzysztof Zawadzki
fot. Krzysztof Zawadzki

Dlaczego nie projektant?

W: Nie czuje się projektantem, ponieważ nie chciałbym się wrzucać do jednego worka z osobami, które mógłby poczuć się w jakiś sposób urażone, że tytułuje się mianem projektanta, nie mając odpowiedniego przygotowania. Dla mnie projektantem i kreatorem jest osoba, która przełamała konwencję na tyle, że zaczęła ubierać ludzi kompletnie inaczej. Projektant to ktoś, kto dyktuje ludziom co mają założyć, dyktuje trendy. Ja trendów nie wyznaczam. To co robię ma może trochę inną formę, ale nie jest odkrywcze.

K: Ja nie lubię tego sformułowania. To jest zwyczajny chwyt marketingowy – młodzi, polscy projektanci. Nie wiem czy dojdziemy do momentu, w którym nazwiemy siebie projektantami. Rzemieślnik o wiele bardziej do nas pasuje.

W: Projektant, jest tez słowem nadużywanym.

To już wyświechtane pojęcie ?

W: Projektant to osoba, która jest pewna swojej wizji. Jego rzeczy będą nosić ludzie bo on im tak mówi, tworzy rzeczy które im się podobają…. Dziś słowo projektant straciło trochę siłę rażenia.
Projekt nie musi z resztą umieć perfekcyjnie szyć, on musi mieć jasną wizję.

Kto jest Waszym odbiorcą ?

W: Na pewno jest to grupa sympatyków z racji tego, że produkt jest wykonywany ręcznie. Tutaj również wchodzi w grę ograniczenie w postaci czasu oraz ilości wykonania. Nie chcemy również zalać wszystkich jednym wzorem, stąd też będziemy wprowadzać krótkie serie z nowym wzorem.

fot. Krzysztof Zawadzki
fot. Krzysztof Zawadzki

Inspirujecie się skandynawskim wzornictwem?

W: Myślę, że tak. Wykorzystujemy też dużo geometrii. Żałuję, że mamy ograniczany wybór. W planach mamy swój autorski wzór, jednak wiąże się to z ogromnymi kosztami oraz ryzykiem.

Co na to Wasze koty, które są stałymi bywalcami Waszego Instragramu?

K: Dziś testowały nową czapkę..

W: Koty są bardzo zaangażowane, szczególnie w utrudnianiu produkcji…(śmiech). Zdjęcia z nimi, nie są w żadem sposób stylizowane, czy pozowane..one po prostu są.

Czują czego chcą Wasi obserwatorzy.

K: Trochę tak, coś w tym jest.

 

Więcej znajdziecie na :

http://kohawarszawa.pl
https://www.facebook.com/kohawarszawa/
https://www.instagram.com/kohawarszawa/